Jak  to było? Do trzech razy sztuka? No właśnie, nastał moment, kiedy trzeba było zmierzyć się z tym modelem. Pierwszy raz kupiłem go 2 lata temu od swojego znajomego. Byłem zachwycony jakością wykonania pod każdym względem, a także jego uniwersalnością. Postanowiłem wówczas, że zamieszka w moim rotomacie na bardzo długo.
Niebawem drogi moje i Konrada skrzyżowały się. Pierwsza sesja jego Tourby i krótkie odwiedziny w moim domu. Otwiera mój rotomat i przegląda kolejne zegarki.
– No fajny ten X-Wind, Star Seeker też fajny, ale bardziej podoba mi się jego nowsza odsłona. Biały Orient kostka… No powiem Ci, że nawet fajny.
– Aaa! On ma dożywocie u mnie. To był mój pierwszy automatyczny zegarek.
– Bulova super!
– Wiem, wiem – na Valjoux 😉
– Obris… ależ z niego kowadło!
– Konrad, to jest po prostu męski zegarek!
– O! Seiko! Kurde, ale grubasek!
– Co ty gadasz?!
Spojrzałem na nie z boku i faktycznie! Do tamtej pory nie zauważałem tej trochę przerośniętej, nieproporcjonalnej wysokości. Uznałem, że mimo wszystko zegarek nie jest za gruby, jest za to bardzo uniwersalny i swego zdania nie zmienię. Zostaje na dłuuugo!
Jednak ziarno niepewności zostało zasiane. Przy kolejnym planie zakupowym, mój długoterminowy Presage zostanie poświęcony, by zamknąć budżet…


Zimno jakoś. Zima jest, to musi być zimno! Styczeń 2019 roku. Przeglądanie ofert na OLX kończy się zakupem tego samego modelu. Zegarek w stanie takim sobie. Poświęcam dwie godziny na odświeżenie jego koperty. Ze stanu 6/10 wchodzę na level 9/10. Fajne to Seiko… Dwa dni później wpada mi w oko Hamilton. Spoglądam w stronę Seiko i w myślach mówię sobie, Seiko, sorry. Wrócę kiedyś po ciebie.
A po zimie przychodzi wiosna…
Nie ma to jak sprzedać zegarek i oczekiwać na ofertę, która cię czymś zaskoczy. Szukam, szukam… Nic, jak na złość bida na forach, grupach, portalach ogłoszeniowych… Zaraz, zaraz! Jeeeest! Przecież to moje Seiko (inny egzemplarz)! Piszę do kolegi i po kilku dniach znajduje się na moim nadgarstku. Do trzech razy sztuka!

Po takich przygodach aż głupio byłoby nie napisać o nim recenzji. Tak więc zapraszam was do przeczytania recenzji mojego zegarka wracającego do mnie jak bumerang 😊

Koperta

Koperta wygląda na smukłą, dzięki dość szerokiemu  rozstawowi uszu, który wynosi 22mm.
Szlify zostały wykonane japońską metodą Zaratsu, co znaczy, że każdy element koperty został wykończony ręcznie. Wrażenie robią przejścia na bokach koperty, gdzie na przemian zastosowano polerowanie i szczotkowanie. Luneta od góry również jest polerowana, za to jej dół został zmatowiony szczotkowaniem. Podobny zabieg zastosowano na uszach koperty. Z boku tejże, na godzinie trzeciej, znajdziemy sygnowaną koronkę, za pomocą której dokręcimy mechanizm, oraz ustawimy datę i czas.


Pora spojrzeć na kopertę od boku. We wstępie przeczytaliście, że jej grubość uświadomił mi dopiero Konrad. Czternaście milimetrów – bo tyle wynosi grubość koperty – robi wrażenie na papierze. Na żywo, na nadgarstku nie widać tej liczby. Sprawa ma się inaczej, jeżeli zdejmiemy zegarek i weźmiemy go do ręki. Wówczas naszym oczom ukaże się koperta godna miana divera, z grubym dnem i wysokim bezelem. O tejże grubości przypomni nam jeszcze tylko mankiet koszuli, który będzie odstawał nienaturalnie, dlatego moim zdaniem zegarek średnio nadaje się do garnituru.  Kopertę od frontowej strony wieńczy szkło szafirowe z wewnętrznym antyrefleksem, a jej dolną część zamyka przeszklony, opisany dekiel, który jest zakręcany.

Tarcza:

Najmilszym elementem całego zegarka jest tarcza. Jej powierzchnia jest w całości pokryta delikatnym szlifem słonecznym, dzięki czemu nie wydaje się nudna.
Od wewnętrznej strony lunety znajduje się ring z namalowaną skalą sekundową. Poniżej znajduje się kolejny poziom, tym razem ze skalą godzinową. Producent zadbał, by indeksy wyróżniały się na dość jednolitej tarczy i mimo, że są koloru srebrnego, jak ona, to wysoki połysk daje efekt kontrastu. Pod godziną dwunastą znajdziemy nakładane logo producenta, a pod nim napis „Automatic”. Od godziny 11:00 do 4:30, w wyciętym elemencie tarczy znajduje się skala rezerwy chodu. Element jest dość duży i można powiedzieć, że w pewnym sensie staje się jej dominującą częścią.

Nie ukrywam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem na zdjęciach tę ogromną skalę rezerwy chodu, byłem lekko zszokowany. Zegarki Seiko – zwłaszcza automatyczne – do tamtej pory wydawały mi się bardzo stonowane, a tutaj zaszaleli i moim zdaniem wyszło im to na dobre. Wskazówka rezerwy chodu jest ażurowa, oksydowana i zakończona grotem, co wyróżnia ją od barwionych na niebiesko wskazówek: minutowej, godzinowej i sekundnika. Są one też wykończone w stylu „sword”, przez co trudno pomylić wskazanie godziny z rezerwą chodu.


Kolejnym znaczącym elementem tarczy jest okrągły kalendarz, którego miejsce znajduje się na w dolnej części tarczy. Odczyt dnia miesiąca możliwy jest dzięki wskazówce, która również została termicznie zabarwiona na niebiesko, dzięki czemu dobrze współgra z pozostałymi wskazówkami.


Przy znacznym przybliżeniu indeksów i wskazówek, oraz pozostałych elementów tarczy, widać, że jakość wykonania w tym modelu stoi na ponadprzeciętnym poziomie i dorównuje temu, który znam z zegarków z „ wyższych półek”. Nie ma praktycznie do czego się doczepić, a wręcz można zachwycić się jakością wykonania; zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę cenę, za którą możemy już kupić ten zegarek.

Mechanizm:

Zastosowano tu mechanizm Seiko 4R57, łożyskowany na 29 kamieniach. Posiada on ponad 45 – godzinną rezerwę chodu, dokręcanie z poziomy koronki i stop sekundę. Co do pracy wahnika, to jest ona dość cicha i przyjemna. Sprężyna nie ładuje się zbyt szybko. Dojście do uzyskania pełnej rezerwy chodu jest 2-3 razy dłuższe niż np. w zegarkach Orient Star. Jeśli ktoś będzie go mało używał, a nie kupił jeszcze rotomatu, to przyda się dokręcanie z poziomu koronki, bo po odłożeniu go na półkę po kilku godzinach noszenia może nie wytrzymać do następnego dnia. Dużym plusem i powodem do zadowolenia jest natomiast dokładność pracy. Praktycznie nie zauważyłem większych odchyłek i noszony na zmianę z sześcioma innymi zegarkami nie wymaga ustawiania czasu, po wyjęciu z rotomatu.

Bransoleta:

Bransoleta jest wykonana bardzo dobrze, do czego Seiko już nas przyzwyczaiło. W tym modelu jest prawie w całości szczotkowana, poza polerowanymi krawędziami na środkowych ogniwach.  Jest bardzo wygodna. Jej dolną część wieńczy automatyczne, sygnowane zapięcie. Maskownice są dobrze spasowane. Generalnie, nawet jako zapalony bransoleciarz, nie mam się do czego przyczepić w tej bransolecie.

Podsumowanie:

Mówią, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jako, że zawsze lubiłem wyróżniać się z tłumu, wszedłem do tej samej rzeki po raz trzeci. Dziś mija równo miesiąc, od kiedy kupiłem trzeci raz ten sam model Seiko i wiem, że zostanie ze mną na długo. Mimo swojej wysokości jest to najbardziej uniwersalny zegarek, jaki miałem.
Myślę, że w cenie, w której można go kupić (używane w okolicach 1000 PLN, nowe ok. 1600 PLN) , nie znajdziecie niczego, co jakością wykonania mogłoby przebić SSA303J1.
Za niewiele, ponad 1000 złotych otrzymujecie świetnie wykonany zegarek z dobrym mechanizmem i smaczkami, w postaci barwionych wskazówek, wskazania rezerwy chodu oraz komplikacji kalendarza.

Tomek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *