Dzisiaj trochę inaczej niż zawsze… Po pierwsze opisywany zegarek jest ze zdecydowanie niższej półki niż wszystkie wcześniej recenzowane przez nas modele. Po drugie jest to zegarek kwarcowy, co też jak dotąd, recenzowaliśmy na blogu chyba tylko raz czy dwa. No dobra trzy , ale dwa z nich nie były moimi zegarkami a tylko modelami udostępnionymi nam do recenzji. Niewiele jest zegarków kwarcowych, którym udało się zostać u mnie na dłużej. Model, który dzisiaj przedstawię jest ze mną już od roku i nie zapowiada się, bym miał się z nim rozstać.

Jakiś czas temu szukałem zegarka, który będę mógł założyć  w każdej sytuacji, tj. do bluzy, do koszuli, na wypad do lasu, na plażę, na basen, do uprawiana sportów, do prac remontowych, a nawet w ostateczności do garnituru – to może wydawać się niemożliwe, ale Casio EFR-S107D – sprawdzi się we wszystkich tych sytuacjach, co udało mi się już nawet sprawdzić. Casio EFR-S107D można kupić w sklepach za około 450zł. Mnie udało się kupić lekko używany egzemplarz za 220zł z przesyłką.
Co może zaoferować używane Casio za 220zł? Zapraszam do recenzji.

Pudełko

No pudełka akurat nie może zaoferować… To znaczy może, kartonik w kształcie sześcianu, z miejscem na zegarek w środku. Szału nie ma, ale kartonik i tak leży w szafie

Koperta

Casio EFR-S107D należy do linii Edifice Slim Line i nazwa tej linii nie jest przypadkowa, koperta zegarka teoretycznie ma szerokość 42,5mm ale tylko teoretycznie, bo w wymiarze tym jest uwzględniona wypustka po jej lewej stronie oraz osłona koronki po prawej. Rozmiar bezela to 40mm i to na tyle zegarek wygląda w praktyce. Długość L2L to 47,5mm a grubość tylko 8,3mm. 8,3mm jest w zasadzie osiągalnym wynikiem dla kwarcowego zegarka ale ten model ma WR na poziomie 100m, co oznacza, że można z nim ze spokojem pływać a nawet snurkować – tak… sprawdzałem, zawsze pływam ze wszystkimi moimi zegarkami z WR 100m i więcej. Na moim 18cm nadgarstku układa się świetnie, ma praktycznie idealne dla mnie rozmiary, a jego grubość jest chyba jego największym atutem i tym elementem,
za który najbardziej go cenię.

Zegarek jest i wygląda na naprawdę cienki. Efekt ten jest potęgowany przez kształt samej koperty, w której samej pionowej ścianki jest jedynie 2mm; pozostała grubość zegarka to nakładana luneta oraz powierzchnie poprowadzone pod kątem, które zostały wypolerowane, by nadać kopercie wielowymiarowości. Luneta jest szeroka, prawie cała jej powierzchnia jest płaska i wyszczotkowana od góry. Po lewej i prawej stronie lunety zostały wkręcone po 2 stalowe śrubki. Gdzieś czytałem, że mają one tylko funkcję dekoracyjną i sama luneta nie jest przymocowana do koperty za ich pomocą. Mnie śrubki nie przeszkadzają, ale zauważyłem, że opinie na ich temat są podzielone. Generalnie koperta ma mnóstwo płaszczyzn i bardzo ciężko byłoby ją opisać słowami, całość robi trochę futurystyczne wrażenie i designem jest bardzo podobna do koperty Casio Oceanusa OCW-S100-1AJF z tym, że w Oceanusie koperta była tytanowa, a szlify na żywo wyglądały rewelacyjnie. Szlify w EFR-S107D są po prostu dobre, nic więcej.

Uszy są dosyć krótkie i nie zagięte, a złamane ku dołowi. Jak cała koperta są też bardzo cienkie.
Koronka nie jest zakręcana, jest w całości polerowana i posiada wytłoczone logo linii Edifice. Koronka jest mała, ale odciąga się ją łatwo i nie sprawia problemów przy ustawianiu czasu. Od góry zegarek jest przykryty płaskim szafirowym szkłem i jest to znakiem rozpoznawczym tego modelu, ma on to nawet napisane na tarczy, żeby nikt nie miał wątpliwości.  Tak, w tym budżecie jest to praktycznie niespotykane poza zegarkami typowo chińskimi. To kolejny duży plus tego zegarka.

Mechanizm

Zegarek jest napędzany mechanizmem kwarcowym o numerze modułu 5359. Bateria wytrzymuje do 3 lat, nie ma zasilania słonecznego, a jedyną dodatkową funkcją jest datownik. Generalnie nic specjalnego poza tym, że jest to pewnie bardzo cienki mechanizm kwarcowy.

Tarcza

Tarcza ma kolor czarny, a jej faktura przypomina trochę tzw. skrobankę znaną z niektórych modeli Grand Seiko lub np. Balla.  Z tym, że przypadku Casio efekt nie jest tak intensywny i ładny, przez co  widać, że jest to jednak budżetowy zegarek. Tarcza generalnie jest bardzo prosta – na całkiem zewnętrznej części znajduje się niska obręcz z podziałką minutową a nieco bliżej, częściowo wcinając się w obręcz zostały nałożone  podłużne,stalowe indeksy godzinowe ze środkiem wypełnionym białą farbą. Indeks godziny 12 jest nieco większy i podobnie jak indeksy na godzinie 3,6 i 9 ma kolor seledynowy. Bardzo ciekawie to wygląda, ja zawsze jestem zwolennikiem indeksów w kolorach innych niż standardowe srebrne lub złote. Niebieskie indeksy ma wspomniany wcześniej oceanus i w połączeniu z jakością wykonania tego zegarka efekt jest niesamowity. W przypadku edifice efekt nie jest tak powalający ale w  połączeniu ze wskazówką sekundową i napisami na tarczy nadaje sportowego zacięcia całemu zegarkowi.

Po lewej stronie od indeksu godziny 3 znajduje się okienko daty, które jest ladnie wyprofilowane, a sam datownik to delikatne białe cyfry na czarnym tle – jest po prostu idealnie, brawo Casio , tak się to robi.  Pod indeksem 12 mamy logo linii Edifice i mniejsze  samego producenta, a pod osią wskazówek, w  kolorze seledynowym widnieje wspomniana wcześniej informacja o szafirowym szkle i białe napisy z informacją o klasie wodoszczelności zegarka. Wskazówki mają kształt mieczy, minutowa i godzinowa są w środku wypełnione masą luminescencyjną, standardowo godzinowa jest krótsza od minutowej. Wskazówka sekundowa ma kolor seledynowy ze srebrną przeciwwagą. Co ciekawe wskazówka sekundowa trafia prawidłowo we wszystkie indeksy co nie zdarzyło mi się chyba nigdy wcześniej, poza właśnie Oceanusem OCW-s100, który jednak zawdzięcza to specjalnemu modułowi wyposażonemu w technologię odpowiedzialną za takie właśnie działanie.

Same indeksy są wykonane poprawnie, nie ma niedoróbek, ale też efekt nakładania indeksów nie jest tak widoczny. Być może przez to, że są niskie, albo brakuje im ostrych krawędzi, i dbałości o szczegóły. Na szczęście nie ma efektu kiczowatości i wrażenia, że wszystko jest plastikowe lub odlane jako jedna całość z tarczą. Niestety zamiast lumy zostały wypełnione tylko białą farbą co jest dla mnie niezrozumiałe, bo wyglądałyby identycznie a zegarek miałby jakąś dodatkową funkcjonalność.
Jak już jesteśmy przy masie luminescencyjnej to od razu porzućcie wszelką nadzieje na odczytywanie z tego zegarka godziny w nocy. Luma została nałożona tylko na wskazówki i w dodatku świeci tak słabo i krótko, że w zasadzie mogłoby jej  w ogóle nie być, a efekt byłby ten sam. Cóż, nie można mieć wszystkiego.

Bransoleta

Co jest najważniejszym elementem zegarka i bardzo cienkiej kopercie? Odpowiedź jest prosta – bardzo cienki pasek/bransoleta.  Jest to element, którym łatwo popsuć cały efekt; na szczęście nie w tym przypadku. Bransoleta ma grubość tylko 2mm i wygląda jakby była wykonana z pełnych ogniw…ale tylko tak wygląda. Po wyjęciu ogniwa widać, że jest to odpowiednio zagięta stalowa blaszka. To wszystko przekłada się na wagę bransolety – jest ona bardzo lekka, ale co za tym idzie też i równie wygoda w noszeniu. Ogniwa są w większości szczotkowane, boki i mała część środkowych ogniw została wypolerowana, daje tu jednak o sobie znać jakość zastosowanych materiałów i szlifów, bo efekt nie jest za bardzo zauważalny. Maskownice są puste w środku i nie przylegają idealnie do kopertay – gdzieniegdzie widać szpary. Bransoleta jest zdecydowanie tą częścią tego zegarka, na której producent trochę zaoszczędził. Ja jednak nie mam mu tego za złe, dla mnie najważniejsze, że jest odpowiednio cienka i bardzo wygodna w noszeniu.

Zapięcie to klasyczny zatrzask wykonany z cienkiej blachy, z zewnątrz wyszczotkowanej.  Elementy, które widać dopiero po rozpięciu, zostały wypolerowane.  Zapięcie jest krótkie i odpowiednio cienkie – ono też mogłoby wszystko zepsuć, gdyby było inaczej. Co ważne posiada ono mikroregulację na 3 dziurki – nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba.

 

Pomimo swoich budżetowych rozwiązań bransoleta nie wygląda jakoś szczególnie tandetnie. Widać, że nie są to najwyższe loty ale miałem już kilka Seiko kosztujących kilkakrotność ceny tego Casio i bransoleta w nich zrobiła na mnie gorsze wrażenie.

Podsumowanie

Nie kupiłbym tego zegarka za 450 czy 500zł , ale w kwocie 200-250zl jest to moim zdaniem najlepszy wybór, jeśli szukamy typowego zegarka EDC, który sprawdzi nam się w praktycznie każdej sytuacji. Pomimo swojej prostoty ma delikatne zacięcie sportowe, co w połączeniu z solidnym wykonaniem z odpornych na upływ czasu materiałów gwarantuje, że zegarek posłuży nam bardzo długo I prędko się nie znudzi.

Największą zaletą tego Casio jest jednak wygoda noszenia, którą zapewniają wymiary oraz odpowiedni design zegarka – to jest to na co postawiłem całkowicie w ostatnim czasie przy wyborze zegarków. Wszystkie duże, niewygodne zegarki znalazły nowych właścicieli, by zrobić miejsce mniejszym i takim, po noszeniu których przez 8h nadal nie czuję potrzeby ściągania, by odciążyć nadgarstek.

Konrad

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *