Czy to najbardziej kontrowersyjny zegarek, który do tej pory recenzowałem? Prawdopodobnie tak!
Pamiętam wrzucone przez Bartka zdjęcie na portalu społecznościowym, owo zdjęcie ukazywało prototyp modelu. Nie trzeba było długo czekać na reakcje, a te były skrajne – od zachwytów po falę hejtu. Jednym nie pasowało to, że brakuje indeksów minutowych, inni byli zachwyceni tym pomysłem. Ilu ludzi, tyle pomysłów na zmiany. Inni z kolei czepiali się napisu Made in Poland, co moim zdaniem jest zwykłym czepialstwem i brakiem świadomości, gdzie produkowane są zegarki Swiss Made, które noszą dumnie na swych nadgarstkach 🙂
(zdjęcie prototypu pokazywanego w zeszłym roku)

Miałem wcześniej Gwiezdny Pył i zegarek był naprawdę świetnie wykonany, choć mechanizm był, delikatnie mówiąc, budżetowy. Kolejnym zegarkiem tego producenta był Gwiezdny Pył w wersji z automatycznym chronografem, limitowany do trzydziestu kilku sztuk, dedykowany grupie Czasoholicy.  Tutaj mechanizm był już naprawdę bardzo dobry i dość długo cieszyłem się tym zegarkiem. Jako że życie zegarkowego maniaka nie znosi próżni, zegarek dziś nosi kolega z Łodzi, a ja wróciłem do JeanRicharda, którego opisywałem w poprzedniej recenzji.

Powiem szczerze, że od samego początku śledziłem ewolucję tego modelu. Byłem ciekaw, jak Bartek poradzi sobie ze stworzeniem pierwszego, rasowego divera. Podstawowym elementem tejże ewolucji było dodanie nadruku indeksów minutowych oraz zmiana koncepcji zapięcia, które pierwotnie było motylkowe.  Od czasu premiery minęło już kilka tygodni, dlatego byłem ciekaw, jak zaprezentuje się ten model na żywo. Zegarek jest ze mną od kilkunastu dni, więc mogę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.

Pudełko:

Wewnątrz tekturowego pudła znajdziemy niebieską, laminowaną skrzynkę, wyściełaną delikatnym materiałem.  W skrzynce znajduje się zegarek, dwa paski oraz karta gwarancyjna. Skrzyneczka jest ciężka, wykonana bardzo dobrze i jakościowo nie odbiega od skrzynki, w jakiej otrzymujemy zegarki marek premium.

Koperta:

Coś, co najbardziej wyróżnia ten model, to jego beczkowata koperta.  Od kiedy pamiętam lubię ten typ koperty. Nadaje ona charakteru i podoba mi się o wiele bardziej niż superobła koperta np. Orisa Aquisa. Oczywistą rzeczą jest to, że wszystko jest kwestią gustu, zwłaszcza w takiej dziedzinie jak zegarki. W każdym razie cieszę się, że w tym modelu zastosowano ten tym koperty. Szerokość koperty bez koronki wynosi raptem 42 mm, co czyni ten zegarek średniakiem, jeśli chodzi o wielkość tego typu zegarków, choć ze względu na kształt tejże koperty powiedziałbym (bez zerkania w dane techniczne), że jej szerokość to bardziej 44 mm. Jest to kolejny przykład, w którym kształt nadaje zegarkowi dodatkowej wartości 🙂

Ukłonem dla klientów o mniejszych nadgarstkach będą dość krótkie uszy, przez co długość koperty wynosi zaledwie 47mm. Dzięki temu uszy koperty nie będą wystawały poza nadgarstek ubogo obdarzonych przez naturę w tę część ciała. Koperta jest prawie w całości szczotkowana… prawie, ponieważ miłym dla oka przełamaniem są w niej ścięte pod kątem 45 stopni, wąskie krawędzie, które zostały spolerowane. Między uszami, a właściwą częścią koperty, znajduje się minimalny uskok, który powoduje, że bransoleta niejako wtapia się w całość, co optycznie jeszcze zmniejsza długość uszu.  Powiem szczerze, że nie spotkałem się do tej pory z tego typu rozwiązaniem.

Grubość zegarka wynosi 14 mm, co na papierze wydaje się sporą wartością. Właśnie, na papierze! W rzeczywistości koperta wygląda na jakieś 11 mm. Naprawdę myślałem, że to jej prawdziwy wymiar… dopóki nie spojrzałem w specyfikację na stronie producenta 😉 Wpływ na to ma niewielka grubość części właściwej, która wynosi faktycznie 10 mm, resztę wymiaru stanowi bezel.
Na godzinie 4 znajduje się zakręcana koronka. Mimo że została dość mocno wkomponowana w kopertę, to jej obsługa jest bezproblemowa. Po jej odkręceniu nie wyczułem luzów, o co się bałem, ponieważ zdarzają się takowe w naprawdę dobrych zegarkach znanych marek.

Przejdźmy do bezela. W modelu, który wybrałem do recenzji wkładka bezela jest stalowa. Stal ma inny odcień niż jego zewnętrzna część, a zbliżona jest swym odcieniem do koloru tarczy, który jest szary. Początkowo myślałem, że jest to ceramika, którą uświadczyłem w białej Eternie Kontiki Diver, a która miała prawie identyczny odcień i fakturę wkładki. Po konsultacjach z Bartkiem okazało się, że im ciężko byłoby uzyskać taki odcień i strukturę w ceramice, dlatego postanowili zrobić wkładkę ze stali. Na szczotkowanym na okrągło bezelu znajdziemy podziałkę, której pierwsza część została podzielona na 20 minut – co minutę; zazwyczaj mamy do czynienia z podziałem do 15 minut, tutaj mamy kolejny niuans, który wyróżnia ten zegarek. Potem znika podział na każdą minutę i kolejne wartości wzrastają co 5 minut, kończąc się na trójkącie na godzinie 12. Skala bezela jest wypełniona Superluminową Light Blue. Świeci dość intensywnie i długo.

Ważnym elementem, na jaki zawsze zwracam uwagę, jest praca bezela. W przypadku Deep Water nie mamy się o co martwić. Praca bezela jest znakomita, podobna do tej w Breitlingu Steelfish. Nie ma najmniejszego luzu, a klikanie jest bardzo precyzyjne.
Kopertę od dołu zamyka transparentny dekielek z szafirowym szkłem, pokrytym od wewnątrz AR. Na obwodzie dekielka znajdziemy informację o modelu, limitacji, wodoszczelności, zastosowanym mechanizmie i materiale, z którego zegarek został wykonany.

Tarcza:

Tarcza jest szara. Spoglądamy na nią przez lekko wypukłe, grube szkło, pokryte wewnętrzną warstwą antyrefleksu. Ktoś mógłby pomyśleć, że skoro jest szara, to musi być nudna. Nic bardziej mylnego. Mimo że nie ma ona żadnego szlifu i jest jednolita w swej strukturze, to bardzo fajnie kontrastuje z polerowanymi na wysoki połysk, nakładanymi indeksami. Indeksy są proste, prze co dobrze czytelne. Zostały one wypełnione tą samą masą, co skala bezela. Na godzinie dwunastej znajduje się podwójny indeks, którym są dwa symbole butli tlenowej, mające nawiązywać do charakteru zegarka. Pod nimi znajdziemy nazwę producenta, a poniżej osi wskazówek znajduje się nazwa modelu i wartość wodoszczelności, wynoszącej 300M. Na godzinie 3 znajduje się okno datownika z polerowaną ramką.

Wskazówki są proste, zakończone na ostro i wypełnione masą luminescencyjną świecącą w tym samym odcieniu, co bezel i indeksy.
Jak wspomniałem we wstępie, pierwotnie nie było w projekcie nadrukowanych indeksów minutowych. To, że się pojawiły, jest moim zdaniem dobrym posunięcie. Mimo że tarcza nie wydaje się monotonna, to chciałbym zobaczyć jak wyglądałby model z tarczą wykonaną w szlifie słonecznym… kto wie, może kiedyś…

Mechanizm:

Mechanizm, jakiego użyto w tym zegarku to popularna Miyota 9015. Jest to wdzięczny werk, który mógłby zostać zamontowany również w Gwiezdnym Pyle. Jakby słysząc moje wewnętrzne wołanie, Bartek postanowił wypuścić niebawem nową wersję GP właśnie z tym mechanizmem i w ciut mniejszej i cieńszej kopercie, co moim zdaniem jest strzałem w dziesiątkę.
Wracając do mechanizmu, jest to jeden z najlepszych japońskich mechanizmów automatycznych, które stosowane są w masowej produkcji.  Wysoka kultura pracy, płynna praca sekundnika, minimalne odchyłki czasowe, niewielka grubość – to najważniejsze z atutów tego mechanizmu. Dodatkowo producent zadbał o to, by na wahniku znalazło się jego logo. Nie mamy tutaj natomiast do czynienia z jakimiś zdobieniami. Przez szybkę widzimy surową Miyotę i grawerowany wahnik.  Jestem estetą, jak większość z Was, dlatego brakuje mi  nieco dodatkowych zdobień, skoro zastosowano transparentny dekielek. Nie będę się więcej rozpisywał o tym mechanizmie, ponieważ mnóstwo informacji na temat 9015 znajdziecie w sieci 🙂

Bransoleta:

Bransoleta jest 5-rzędowa. Jej rozstaw w uszach wynosi 24 mm i delikatnie zwęża się do 22 mm przy dwustopniowym zapięciu. Ogniwa są skręcane, dzięki czemu wystarczy zwykły mały śrubokręcik, by móc ją skrócić.  Dodatkowo posiada mikroregulację przy zapięciu. Jest bardzo wygodna w noszeniu i świetnie skomponowana z kopertą. Choć chętnie zobaczyłbym Deep Watera na 3-rzędowej bransolecie, 5-rzędowa daje trochę vintydżowego wyglądu całości. Mały minus za brak dodatkowego zapięcia na piankę, którego prawie nikt nie używa, ale mimo wszystko fajnie, kiedy w zegarku nurkowym bransoleta posiada taki bajer 😉
W zestawie są również dwa paski: jeden materiałowy, drugi to bardzo przyjemna w dotyku guma. Myślę, że paski na pewno przypadną do gustu tym, którzy wolą ten typ mocowania zegarka na nadgarstku.

Podsumowanie:

Deep Water jest rasowym nurkiem, którym moim zdaniem Balticus wszedł na trochę wyższy poziom.
Niemała cena, jak na polskiego producenta, jest jednak w tym przypadku uzasadniona. Zegarek jest naprawdę bardzo dobrze wykonany, a bezel pracuje lepiej niż w moim Tag Heuer Aquaracer 😉 Co ważne, zegarek nie udaje innego modelu, co jest wyjątkowo trudnym zadaniem, jeśli weźmiemy pod uwagę fantazję projektantów zegarków od lat 60-tych. Warto wspomnieć także o lumie. Myślę, że jest to obecnie najlepiej świecący zegarek polskiej firmy i śmiało może stawać w szranki z zegarkami większych firm.  Jestem ciekaw jak potoczy się ciąg dalszy zegarkowej przygody Bartka. Balticus jest pierwszym polskim producentem zegarków w którego możemy zainwestować osobiście, kupując ich akcje (można to zrobić na stronie akcjebalticus.pl), a przemyślana strategia marketingowa i nowe modele są turbodoładowaniem do tego, by marka była rozpoznawalna również za granicą. Chyba każdy kolekcjoner marzy o tym, by kiedyś stworzyć swój własny zegarek. Bartkowi to się udało i cieszę się za każdym razem, kiedy wypuszcza nowy model. Mam nadzieję, że kiedyś i ja doczekam się swojego autorskiego zegarka 🙂

Tomek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *