Wintydżowo – luminowo, czyli o Ostrydze od Aquatico słów kilka.

To już drugie testowane przez mnie Aquatico i myślę, że nie ostatnie. Mikrobrand ten stał się dla mnie synonimem bardzo dobrej ceny, połączonej z bardzo dobrą jakością wykonania. Już jakiś czas temu, moją uwagę przykuł model Oyster, tego producenta. Napisaliśmy z Konradem prośbę o przesłanie go do testów i oto jest! Producent zdecydował, że wyśle nam do testu zegarek, który moim zdaniem, jest najbardziej uniwersalną kombinacją z tych dostępnych. A możemy wybierać z 4 różnych modeli: czarny bezel – czarna tarcza, niebieski bezel – niebieska tarcza, czarny bezel – srebrna tarcza oraz niebieski bezel – srebrna tarcza.
Oczywiście, to co, ja uznaję za uniwersalną rzecz, nie musi się się przekładać na wasze preferencje. Każdy z wyżej wymienionych modeli otrzymał limitację do 99 sztuk.
Od dostarczenia zegarka minęło już kilkanaście dni, zatem mogę podzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami. Zapraszam do krótkiej prezentacji.

Pudełko

Tekturowe pudełko tradycyjnie jest niewielknie i ma kształt sześcianu. Wewnątrz znajduje się minikatalog, w którym możemy obejrzeć dotychczasową kolekcję modeli od Aquatico, a także zapoznać się ze skróconą instrukcją obsługi zegarka mechanicznego.

Materiał wyściełający środek jest delikatny w dotyku, przez co pudełko może pełnić funkcję etui podróżnego (nie zapominajmy o małym rozmiarze). Po wyjęciu książeczki, naszym oczom ukazuje się zegarek, który w zestawie otrzymujemy na pasku, o karbonowej strukturze. Do zegarka opcjonalnie można dokupić bransoletę, która na szczęście również została nam przysłana z zegarkiem 🙂

Koperta

Pamiętacie recenzowanego przeze mnie całkiem niedawno Balticusa Deep Water? Tutaj mamy również do czynienia z kopertą typu beczka. Lubię ten typ koperty, ze względu na jej lekko vintydżowy klimat. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, to bezel, którego wkładka została wykonana z ceramiki. Na godzinie dwunastej znajduje się czerwony trójkąt, z dużą kropką wewnątrz. Kropka została wypełniona Superluminową C3, tak jak reszta indeksów w tymże bezelu. Zewnętrzny pierścień bezela został dość gęsto nafrezowany, co z jednej strony daje poczucie dziwnej ostrości przy jego ustawianiu, z drugiej zaś jednak strony, nawet mój kolega – totalny zegarkowy laik – stwierdził, że bardzo dobrze się nim operuje, ponieważ palce nie ześlizgują się z niego. Bezel pracuje z dobrym oporem, choć nie jest to praca, jaką zauważyłem w wyższych modelach  Seiko, Obris Morgan, gdzie ustawienie bezela wydawało się ciut bardziej płynne.

Kolejną cechą tego modelu, na którą zwraca się uwagę, to niewątpliwie bardzo krótkie uszy. Długość zegarka wynosi 49mm, co przy 44mm szerokości koperty nie wydaje się wielką wartością. Dzięki krótkim uszom, zegarek wygląda dobrze nawet na mniejszych nadgarstkach. Rozstaw uszu wynosi 22mm.
Od góry koperta jest szczotkowana, lecz miłym dla oka akcentem okazują się tutaj delikatnie ścięte i spolerowane krawędzie, oddzielające część górną od bocznej. Z kolei poniżej szczotkowanych boków koperty, producent również ściął krawędź pod kątem 95 stopni, polerując ją przy tym. Jakość szlifów  stoi na bardzo dobrym poziomie, do czego Aquatico już zdążyło mnie przyzwyczaić.

Na godzinie trzeciej znajduje się sygnowana logo producenta, zakręcana koronka. Jest ona dobrze dobrana, jeśli chodzi o rozmiar, choć do ciekawej sytuacji dochodzi, jeśli chcemy nakręcić zegarek. Okazuje się, że przy próbie nakręcenia ręcznie zegarka, pocieramy mimowolnie opuszkami palców o bezel. Być może w innych zegarkach również dochodzi do takiej sytuacji, choć nigdy nie zwracałem na to uwagi. W tym przypadku od razu wyczułem przesuwanie opuszkami po bezelu, który – jak wspomniałem wyżej – posiada gęsto rozmieszczone, specyficzne nacięcia. Małym minusem jest dla mnie lekko luźna koronka, choć problem ten dotyczy również mojej Eterny KonTiki, która jest zegarkiem kilkukrotnie droższym od Aquatico Oyster.

Przejdźmy teraz do dolnej części koperty. Dopiero spoglądając od spodu, widzimy, jak wyoblona jest koperta. Efekt ten udało się uzyskać dzięki wpuszczonemu dość mocno, przykręcanemu na 5 śrub, deklowi. Powiem szczerze, że bardzo spodobało mi się to rozwiązanie i gdyby nie oznaczenia producenta, to pomyślałbym, że mam do czynienia z zegarkiem kwarcowym. A mówią, że płaskie tyłki są passe… Dekiel tradycyjnie jest sygnowany, opisany, a jego grawer jest na tyle płytki, że krawędzie nie są ostre i przesuwając po nich palcem, praktycznie nie odczuwamy dyskomfortu, o którym wspominałem przy okazji recenzji Obris Morgan Seastar.

Tarcza

Na czarną, matową tarczę, spoglądamy przez grube, płaskie szkło, pokryte od wewnątrz warstwą AR. Tarcza jest matowa i równomierna w swej strukturze. Delikatnie mieni się podczas zmiany kąta padania światła. Co ciekawe, spoglądając na nią, mam pewność, że nie zastosowano tutaj szlifu słonecznego, jednakowoż efekt, jaki on daje, jest tutaj widoczny. Ot, ciekawostka. Znaczącym elementem, mającym wpływ na odbiór zegarka jest wewnętrzny chapter ring z naniesioną skalą minutową. Moim zdaniem, jest to to najsłabszy element tego modelu. Na początku miałem spory problem ze zrozumieniem, dlaczego producent zastosował tak źle wyglądający element w swoim zegarku. Z odległości 70 cm, oczywiście nie zauważymy niedoskonałości, ale wprawne oko, przy przybliżeniu zegarka, zauważy nierównomierną strukturę obwodu pierścienia. Jak się okazało, powodem tego jest fakt, że chapter ring składa się w całości z grubej warstwy superluminowy C1, na której nierówną powierzchnię został nałożony nadruk a to stworzyło taki właśnie efekt wizualny. To trochę ich usprawiedliwia bo zegarek dzięki temu świeci rewelacyjnie… mocna niebieska luma chapter ringu świetnie kontrastuje z zielonym odcieniem Superluminowy c3, którą nałożono na bezel, indeksy i wskazówki. Efekt po przejściu ze słońca w ciemne miejsce jest piorunujący, a godzinę odczytamy bez problemu do rana kiedy rolety opuszczone są do samego końca.

W wycięciach ringu, znajdują się nakładane podłużne indeksy, wypełnione Superluminową C3, która świeci mocno i długo. Krawędzie indeksów zostały wypolerowane, przez co wyglądają bardzo dobrze. Dla łatwiejszego odczytu czasu, indeksy na godzinach: 12, 6 i 9 zostały wydłużone. Na godzinie trzeciej znajduje się okno datownika z białą namalowaną ramką. Moim zdaniem tło datownika powinno nawiązywać do koloru tarczy, z drugiej jednak strony dobrze komponuje się jasnym pierścieniem skali minutowej.  Pod indeksem na godzinie 12, znajduje się nazwa producenta, a między osią wskazówek i indeksem na godzinie 6 znajdziemy informacje, dotyczące wodoszczelności (500M), a także dotyczące zastosowanego mechanizmu.

Wskazówki typu sword zostały zmatowione i również wypełnione tym samym rodzajem lumy, jaki zastosowano w wypełnieniu indeksów. Wskazówka sekundowa jest koloru czerwonego neonowego, a na jej grocie zaaplikowano również Superluminową C3. Ożywia ona na swój sposób cały zegarek, fajnie kontrastując z czernią bezela i tarczy. Dzięki kompozycji tarczy – zwłaszcza zastosowaniu wewnętrznego pierścienia – zegarek optycznie wygląda na mniejszy, co będzie plusem dla wielu potencjalnych klientów.

 

A tak wygląda świecenie:

Mechanizm

Sercem zegarka jest mechanizm Seiko NH-35. Jest to mechanizm dość często spotykany w mikrobrandach, ponieważ jest on stosunkowo tani, o dość prostej konstrukcji a przy tym niezwykle wytrzymały. Posiada cechy, które  każdy współczesny mechanizm posiadać powinien – stop sekunda, datownik, dokręcanie z pozycji koronki. Wspominałem w poprzedniej recenzji o dobrym wyregulowaniu przez Aquatico tego mechanizmu w modelu Nautilus II. Muszę przyznać, iż nie był to przypadek, a potwierdzeniem tego, jest odchyłka dobowa, wynosząca ok. +7 sek./24h.

Bransoleta/Pasek:

Pasek jaki otrzymujemy w zestawie wygląda nader sportowo. Jego powierzchnia przypomina strukturę włókna węglowego, a jego przeszycia pomarańczową nicią, potęgują wrażenie sportowego wyglądu. Pasek jest dość sztywny, zakończony bardzo wygodną w użytkowaniu klamrą typu  pre-v, sygnowaną nazwą producenta. Jest wykonany solidnie i powinien służyć przez długi czas.

Bransoleta typu mesh milanese, czyli z mocno zagęszczonymi ogniwami. Bransolety tego typu są bardzo wygodne w noszeniu. Nadgarstek się nie poci, jak w przypadku pasków. Materiał, z którego została wykonana to prawdziwa stal. Spotykałem już bransolety tego typu, które były dość lekkie i wydaje mi się, że były z innego, tańszego w obróbce materiału. Tutaj masa wydaje się być adekwatna do wielkości bransolety. Zapięcie jest regulowane i sygnowane nazwą producenta. Moim zdaniem nie różni się od bransolety, którą otrzymujemy razem z Glycine SST-12.
Ta bransoleta nie jest standardowo sprzedawana w zestawie z zegarkiem, wkrótce będzie można ją dokupić na stronie Aquatico.

 

Podsumowanie

Czytelnicy naszego bloga mogą skorzystać z kodu zniżkowego z okazji dnia ojca na zakupy na stronie Aquatico. Kod “2gwatchblog” działa na wszystkie produkty i obniża cenę o 10%. Ważny jest do 21.06.2020.
Korzystając z tego kodu możemy kupić ten model za 315$.

To kolejny zegarek z Aquatico, który pozytywnie zaskakuje, choć w tym przypadku możemy doczepić się do nierównej struktury na chapter ringu i delikatnych luzów przy odkręconej koronce. Jeśli te dwa elementy nam niestraszne, to w zamian za niewiele ponad 300 dolarów dostajemy rasowego nurka z automatycznym mechanizmem, szafirowym szkłem z AR, świetnie wyprofilowaną kopertą i  ceramicznym bezelem. Dzięki wyprofilowanej kopercie i wpuszczonym głęboko deklu, rewelacyjnie trzyma się nadgarstka, co jest dla mnie bardzo ważne. Dodam jeszcze, że to jeden z najlepiej świecących w ciemności zegarków, z jakimi miałem styczność, a miałem ich sporo 😉
W tej cenie ciężko będzie znaleźć zegarek o podobnych parametrach.

Tomek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *