Na samym początku, kiedy dopiero poznawałem świat zegarków, przeglądałem różne modele i nie widziałem zbyt dużej różnicy między jednymi zegarkami, które potocznie nazywa się pilotami a drugimi. Z czasem jednak wchodząc głębiej w ten nieskończony, jeśli chodzi o liczbę modeli (serio, praktycznie każdy producent zegarków ma co najmniej kilka modeli w stylu lotniczym, są ich tysiące), design zegarków, zaczynałem dostrzegać różnice, poznałem też genezę powstania tej stylistyki. Trochę na ten temat napisałem już przy okazji recenzji Laco Dortmund Erbstuck->https://2gwatchblog.com/pl/laco-dortmund-erbstuck-recenzja/

Ta stylistyka zawsze mnie pociągała; od samego początku podobały mi się takie surowe zegarki, nawiązujące lub wręcz będące dosłownie vintage, szczególnie jeśli były związane z militariami.
Trafiając przypadkowo na zdjęcia Stowy Flieger Bronze w internecie  myślałem sobie, że ze wszystkich zegarków z kopertą wykonaną z brązu, ten z jakiegoś powodu jest wyjątkowy, jakby jakość tego zegarka dosłownie wychodziła przez szkiełko i uderzała patrzącą na niego osobę prosto w oczy. Wydawało mi się, że ma coś czego nie ma żaden inny zegarek z kopertą wykonaną z brązu, chociaż nie do końca umiałem określić co to jest.
Siedzę teraz przed komputerem, mając ten zegarek założony na lewym nadgarstku, i pisząc jego recenzję zastanawiam się czemu kupiłem go dopiero teraz?

Pudełko

Nie ukrywam, że byłem trochę zaskoczony rozmiarem paczki, w której dotarł do mnie zegarek. Widziałem już większe i mniejsze pudełka, lecz Stowa pod tym względem poszła chyba na rekord.
Tak więc właściwa skrzynka z zegarkiem znajduje się w szerokim ale płytkim, białym pudle kartonowym z pomarańczowymi wzorkami, które tak naprawdę są logotypem producenta.

Wewnątrz kartonowego pudła znajdziemy zdjęcie Jörga Schauera z podziękowaniami za zakup.
Po prawej stronie znajduje się specjalna komora na fakturę zakupu oraz ulotkę reklamową, w lewej części znajduje się natomiast umieszczona właściwa skrzynka z zegarkiem.

W moim przypadku skrzynka jest metalowa, natomiast ja kupowałem zegarek używany, który pierwotnie był kupiony w czerwcu 2020 roku. Z tego co wiem, obecne skrzynki są wykonane z jakiegoś drewnopochodnego eko materiału.

W metalowej skrzynce znajduje się zegarek oraz ręcznie wypisana kartka z modelem oraz data sprzedaży. Producent zadbał o to, aby każdy kupujący poczuł się wyjątkowo, i pierwsze wrażenie po zakupie zegarka było jak najlepsze.

Koperta

Koperta mojej Stowy ma szerokość 40mm (dostępna jest też wersja o szerokości 36mm), długość od ucha do ucha to 48,6mm, a grubość wynosi zaledwie 9mm. Stowa daje możliwość wyboru mechanizmu, jaki będzie napędzał zegarek, jednocześnie różnicując grubość koperty zależnie od wybranego wariantu. I tak, jeśli wybierzemy mechanizm o ręcznym naciągu, koperta ma grubość 9mm, a w przypadku mechanizmu automatycznego 10mm, obie wartości są rewelacyjne. Natomiast w przypadku mechanizmu manualnego, grubość wynosząca zaledwie 9 milimetrów jest wręcz wybitna. To chyba najcieńszy zegarek z kopertą z brązu, jaki znam. Proporcje tej koperty są wręcz idealne – jest smukła, uszy mają odpowiednią długość i są odpowiednio zagięte. Jest to prosta konstrukcja ale dopracowana do perfekcji;  po prostu czysta klasyka w najlepszym wydaniu.  Niestety z jakiegoś powodu nie chce się dobrze ułożyć na moim nadgarstku, jest to problem który dotyka mnie w przypadku większości zegarków z długimi uszami, gdy noszę je na pasku – same przesuwają na górną krawędź nadgarstka, co nie wygląda ładnie.

Koperta jest wykona z brązu i pokryta jakąś powłoką, która powstrzymuje brąz przed patynowaniem. Zegarek od producenta przychodzi już wyglądając dokładnie tak samo jak mój ponad półtoraroczny egzemplarz– z lekką patyną nadającą ładny brązowy kolor. Daje to gwarancję, że zegarek nie będzie patynował w brzydki sposób, dla jednych będzie to plusem dla innych minusem. Dla mnie to duży plus bo koperta wygląda lekko rustykalnie, ale jednocześnie jest bardzo estetyczna.

Szlify są perfekcyjne, koperta w całości jest szczotkowana przy czym szlify są bardzo delikatne, wyglądają prawie jak piaskowanie.

Koronka w stylu tzw. „onion crown” idealnie przylega  do koperty, nie pozostawiając ani milimetra szpary między tymi elementami. Oczywiście ze względu na jej rozmiar, odciąga się ją i operuje nią bardzo łatwo. Zauważyłem natomiast lekki luz, który wyczuwam podczas ustawiania godziny. Trochę mnie to zaskoczyło, bo raczej nie zdarza mi się trafić na taki problem, nawet w przypadku tańszych zegarków. Z drugiej strony nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem jakiś zegarek z tym mechanizmem, i jak tam się zachowywała koronka. Być może to być przypadłość tego mechanizmu. Koronka również została wykonana z brązu, aby zachować ascetyczny styl, nie posiada oznaczenia producenta, a  w połączeniu z kopertą wygląda świetnie.

Zegarek Stowa Pilot Bronze posiada wodoszczelność na poziomie 50M.  Moim zdaniem jest to wartość wystarczająca. Ze względu na fakt noszenia zegarka na skórzanym pasku, raczej nie będę się zbliżał z zegarkiem do wody, a na deszcz, czy zachlapanie podczas mycia rąk, taka wodoodporność w zupełności wystarcza. Jeśli grubość koperty miałaby wzrosnąć poprzez zwiększenie wodoszczelności, to wolę już te 50M i rewelacyjne 9 milimetrów.

Dekiel

Różnica w grubości wersji z mechanizmem ręcznym a automatycznym nie wynika z zastosowania różnych kopert – są to te same koperty, zegarki różnią się natomiast deklami. Dekiel w mojej wersji został zaprojektowany w taki sposób, aby był jak najcieńszy i widać to na pierwszy rzut oka. Zamiast zakręcanego (gwint to zawsze dodatkowa grubość) mamy tutaj dekiel przykręcany na 6 śrubek, umiejscowionych na jego obrzeżach. Sam dekiel jest wykonany z cienkiej stali nierdzewnej, w środkowej części posiada wycięcie na szkło, przez które można obserwować dość urodziwy mechanizm. Na obrzeżach dekla standardowo zostały wygrawerowane informacje dotyczące zegarka.
Pierwszy raz miałem styczność z takim deklem. Nawet nie umiem tego określić słowami, ale jest coś dziwnego w tak cienkim płaskim deklu.  Żaden zegarek, z jakim dotychczas miałem styczność, nie miał takiego dekla, i początkowo czułem, jakby coś z nim było nie tak. Jednak nietypowa konstrukcja  dekielka nie była błędem, a przemyślaną koncepcją, która potwierdza niezwykłą dbałość o szczegóły, z jaką Stowa tworzy projekty swoich kopert.

Tarcza

Jak na klasycznego pilota przystało, tarcza modelu Stowa Flieger Bronze posiada bardzo prosty design.  Czy znaczy, że jest nudna? Bynajmniej.
Tarcza jest oczywiście czarna, z delikatną, porowatą fakturą. Indeksy to pionowe kreski, pogrubione i wydłużone. Co każdą pełną godzinę przy każdym indeksie godzinowym, bliżej środka tarczy znajduje się cyfra odpowiadająca danej godzinie oraz trójkąt z 2 kropkami na indeksie godziny 12.
Jest to design odzwierciedlający praktycznie 1:1 design tarczy prawdziwych B-Uhrów, jakie w czasie Drugiej Wojny Światowej Stowa produkowała dla Luftwaffe. To co wyróżnia ten zegarek, i daje wspomniane wcześniej poczucie jakości, to idealne wręcz dopasowanie koloru indeksów do koloru koperty. Może z tego powodu Stowa zastosowała na kopercie specjalną powłokę, tak by nie popsuć idealnej harmonii tarczy i koperty brzydkim kolorem patyny. To w każdym razie pierwszy
z czynników, który decyduje o wyjątkowości tego zegarka.

Drugim są wskazówki, które zostały zabarwione termicznie na kolor niebieski, idealnie wypolerowane, odpowiednio długie, posiadające lumę w tym samym kolorze co indeksy. Muszę też wspomnieć o tym, że wskazówki są dla mnie wzorem perfekcji, na ich powierzchni nie znajdziemy żadnej nierówności, żadnego zadziorka, niczego co choćby delikatnie zakłóciło gładkość powierzchni i sposób w jaki odbija ona światło. Wskazówki oraz lekko wypukłe szkło szafirowe z wewnętrzną powłoką antyrefleksyjną,  daje nam pod pewnym kątem efekt wow, który ciężko jest opisać, lecz wystarczy spojrzeć na zdjęcia, by wiedzieć, co mam na myśli.

Luma zastosowana na indeksach i wskazówkach to Old Radium. Świeci na zielono – bardzo jasno i długo.  Do rana bez problemu odczytamy na zegarku godzinę. Powiedziałbym, że przy ilości lumy, jaką zastosowano w tym zegarku, nie dało się zrobić tego lepiej.

Mechanizm

Obecnie Stowa Flieger Bronze, w przypadku wersji z mechanizmem o naciągu ręcznym, ze względu na ograniczenie dostępności mechanizmów ETA jest wyposażany w mechanizm Sellita SW215-1. Mój egzemplarz, ponieważ był kupiony w 2020 roku, był jeszcze wyposażony w szwajcarski mechanizm Eta 2804-2 w wersji Elabore.  Jest to mechanizm łożyskowany na 17 kamieniach, pracujący z częstotliwością 28 800 uderzeń na godzinę, czyli 8 uderzeń na sekundę. Mechanizm ma tylko 3,35mm grubości, i to dzięki jego konstrukcji,  całkowita grubość koperty wynosi zaledwie 9mm.  ETA 2804-2 jest nakręcana tylko ręcznie, a pełen naciąg starcza na co najmniej 42h pracy zegarka. Mój egzemplarz pracuje z odchyłką około +9s/dzień , co jest wartością większą niż się spodziewałem po zegarku Stowy, natomiast ma on już prawie 2 lata i nie wiem co działo się z zegarkiem wcześniej, więc nie mogę oceniać go na tej podstawie.

Sam mechanizm możemy oglądać przez szklany dekiel i w tym przypadku zdecydowanie jest na co popatrzeć. Mechanizm jest pięknie zdobiony przez termicznie barwione śrubki, pasy genewskie na mostku, czy choćby tłoczone i złocone logo producenta.  Widziałem zdjęcia dekla wersji 36mm i tam, ze względu na fakt, że dekiel też jest z brązu wygląda to jeszcze efektowniej.

Pasek

Pasek, z jakim producent dostarcza zegarek jest delikatnie mówiąc nieprzemyślany. Pasek jest wykonany z grubego kawałka skóry naturalnej, ładnie się prezentuje, ale jest za gruby jak na zegarek o 9mm grubości koperty. Jest też za sztywny, przez co niewygodny, ale przede wszystkim jest za krótki! Ja ze swoim 18cm nadgarstkiem musiałbym nosić go na przedostatniej dziurce, latem gdy nadgarstek puchnie, aby nosić go wygodnie, musiałbym zapinać go na ostatnią dziurkę, tak więc w praktyce pasek dla mnie jest nie do użytku i musiałem zamontować na zegarku inny. Stylistycznie pasek pasuje do tego zegarka idealnie i kupiłem sobie do niego praktycznie identyczny pasek, tylko cieńszy, bardziej miękki i dłuższy.

Pasek z 20mm zwęża się do 18mm przy klamerce. Sama klamerka jest stalowa, solidna i posiada wygrawerowane logo Stowy. W zestawie z zegarkiem znajdowała się też dodatkowa, oryginalna klamerka Stowy, która została wykonana z brązu.

Podsumowanie

Prostota designu dopracowana do perfekcji i wykonanie na najwyższym poziomie, sprawiają, że zegarek prezentuje się rewelacyjnie. Ze wszystkich zegarków z brązu, jakie miałem dotychczas, ten wydaje się najbardziej spójny pod każdym względem i to chyba pierwszy mój zegarek, do którego, poza paskiem, nie mam żadnych uwag.  Ponieważ ostatnio zdecydowanie wolę mniejsze zegarki, zastanawiam się sprzedażą wersji 40-milimetrowej w celu zakupu tego samego modelu wersji 36-milimetrowej. Chętnie sprawdziłbym, jak będzie się ona układała na mojej ręce.
W końcu zrozumiałem, dlaczego zegarki Stowy tak dobrze się sprzedają i mają szerokie grono wiernych klientów. Firma kontynuuje swoją prawie 100-letnią tradycję, opierając się na kilku niezwykle dopracowanych modelach historycznych i rewelacyjnej jakości wykonania.

Nowa Stowa Flieger Bronze, niezależnie od wersji rozmiarowej kosztuje 1290 Euro. Używany egzemplarz można kupić za około 1000 Euro, i w moim odczuciu zegarek jest wart jednej i drugiej kwoty.

Konrad

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *